¤ Nie tylko sprzęt ¤ Teneryfa 2008 ¤
Tak się złożyło, że ojcem i matką pomysłu wyjazdu na Teneryfę, w celu wykorzystania tygodniowego urlopu do fotografowania nocnego nieba był Paweł (PTL), który organizację całego wyjazdu od początku do końca wziął na siebie i za co chciałem mu serdecznie podziękować, tym bardziej, że organizacja wyjazdu nie była sprawą prostą; Biorąc pod uwagę wybór jego optymalnego terminu, aby nie trafić na pełnię Księżyca, konieczność nawiązania lub odświeżenia lokalnych kontaktów z tubylcami, załatwienie biletów lotniczych i ubezpieczenia, w tym wykupienie sporego nadbagażu oraz transportu z i na lotnisko.
Jednak, mając w perspektywie mile spędzony czas w dobrym towarzystwie, po usilnych namowach Pawła, podjęcie decyzji o udziale w Ekspedycji Kanaryjskiej Nr 1 zajęło mi jedynie kilka tygodni. Czas mijał i termin wylotu zbliżał się nieubłaganie, więc należało przygotować sprzęt, który zamierzałem zabrać ze sobą na wyjazd. Opatrzność jednak nade mną czuwała i już na 2 dni przed planowanym wylotem na Teneryfę udało mi się przeprowadzić testy wyjazdowego zestawu astrofotograficznego.
Tak oto prezentował się mój zestaw i muszę przyznać, że pokładałem w nim pewne nadzieje:
Testy wykazały, że sprzęt powinien spisać się OK i jeśli tylko pogoda pozwoli powinno udać się wrócić z wyprawy na Teneryfę z tarczą a nie na tarczy, jak to często zdarza się, jeśli wyruszamy w teren z nie do końca sprawdzonym zestawem do astrofotografii. Na zdjęcie testowe bez wahania wybrałem mgławicę "Ameryka Północna" (NGC7000) w gwiazdozbiorze Łabędzia a rezultatem testów było to zdjęcie.
Jak to zwykle bywa w przypadku wyjazdów astrofotograficznych, za pakowanie sprzętu oraz rzeczy osobistych zabrałem się dopiero na klika godzin przed wyruszeniem w drogę. W ostatniej chwili zdecydowałem się zamiast zestawu plażowych klapek na nogi zabrać również cieplejsze obuwie sportowe oraz kurtkę puchową, która znakomicie sprawdza się jako ochrona teleskopu przed możliwymi uszkodzeniami w transporcie (zawijam w nią teleskop i wkładam do walizki). Jak się później okazało była to chyba jedna z najlepszych decyzji jakie podjąłem w moim przydługim już lekko życiu (nie będę ukrywał, że została pomysł zabrania cieplejszych rzeczy został mi „zasuflowany” przez Pawła), ale o tym w dalszej części sprawozdania z wyjazdu. Nikt przecież o zdrowych zmysłach, jadąc na początku czerwca na Wyspy Kanaryjskie nie myśli o zabraniu bardzo ciepłej odzieży, w tym zimowej czapki, grubych skarpet, kurtki puchowej, etc.




